poniedziałek, 8 sierpnia 2016

5 rzeczy, których nie wiedziałam wcześniej o życiu w bursie (i które bardzo mnie zaskoczyły)

Trzydziesty pierwszy sierpnia 2015, popołudnie. Zadyszana, upocona ja wraz z mamą przekraczam próg pokoju numer szesnaście. Jeszcze nikogo nie ma, jestem pierwsza. Nie wiem, które łóżko zająć, wolę się z tym wstrzymać, niesamowicie podekscytowana perspektywą mieszkania w dużym mieście i poznania współlokatorek.
Pierwszy września 2015, popołudnie. Zadyszana, wyczerpana ja wpadam do pokoju, ręce mi odpadają pod ciężarem zakupów i bagaży. "Pół miasta stało, tramwaje nie jeździły, tak gorąco, po prostu masakra" – tak mniej więcej brzmi zdanie, które wypowiadam w stronę rok starszej współlokatorki... Ojć, poprawka! W czasie mojej nieobecności pojawiła się i druga współlokatorka. I ona właśnie do dziś wypomina mi w żartach to moje "wejście smoka".


1. Kradzieja nie obchodzi, czy produkt w lodówce jest podpisany, czy nie. Jak będzie chciał, i tak weźmie

Jakoś w listopadzie na moim piętrze pojawiły się pojedyncze głosy oburzenia. Ginęło jedzenie, konkretnie – mleko. Niby nic, ale sytuacja wciąż się powtarzała. W końcu komuś puściły nerwy i na lodówce pojawiła się karteczka z groźbą, że następnym razem mleko zostanie wzbogacone o środek przeczyszczający. Skutek: spokój, koniec z podkradaniem jedzenia. Do lutego, bo wtedy znów zaczęło się wyjadanie cudzego jedzenia. I na nic zamykanie pomieszczenia z lodówką na klucz, na nic kamera na korytarzu, na nic podpisane produkty. Kradziej nie lubi wydawać pieniędzy na swoje zachcianki, więc żeruje na innych.


2. Korepetycje, fryzjer, informatyk, "apteka" – wszystko na miejscu

Bursa to cudowne miejsce, gdzie mieszkają tak różnorodne postaci, że wydaje się to wręcz niemożliwe. Potrzebujesz pomocy z matmą? Pytasz koleżanki (mat-fiza) z sąsiedniego pokoju, czy ma chwilę czasu, żeby to wytłumaczyć. Chcesz podciąć końcówki, ale najbliższy salon fryzjerski jest już nieczynny? Spokojnie, gdzieś tutaj mieszka uczennica technikum fryzjerskiego, która wykorzysta każdą okazję, by szlifować swoje umiejętności. Źle się czujesz i jak na złość skończył ci się Gripex? Współlokatorki lub dziewczyny z innego pokoju na pewno mają zapas, którym się podzielą!

3. Znajomości możesz nawiązać wszędzie, nawet pod prysznicem

To zabawne, ale jednocześnie bardzo prawdziwe. Gdyby nie pomyłka Gryzeldy pod prysznicem, po dziś dzień nie wiedziałybyśmy, do kogo się zwrócić po pomoc z matematyką. Także na portierni, gdzie jest Wi-Fi, w trakcie prób do wieczorku poetyckiego czy w kuchence (małej kuchni na każdym piętrze) można poznać ciekawe osoby. I nigdy nie wiesz, kiedy ta znajomość okaże się przydatna!

4. Twoja współlokatorka może okazać się Twoją "bursianą" siostrą

A współlokator bratem. Naprawdę, choć słyszałam opowieści o ogromnych przyjaźniach współlokatorów, nie sądziłam, że przydarzy się to także mnie. Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy znajomość z Gryzeldą stała się przyjaźnią. W sumie, nawet nie wiem, kiedy to nastąpiło. Ciągłe przebywanie ze sobą, wspólne zainteresowania, podobne poczucie humoru i kilka wspólnie spędzonych weekendów w bursie, w tym jeden prawie całodniowy wypad do uniwersyteckiej biblioteki – jak tu się nie zaprzyjaźnić, tym bardziej z Gryzeldą?

5. Wyjazd do domu na dłużej niż weekend jest trudny

Nie spodziewałam się, że z takim żalem będę przyjeżdżać na weekendy do domu. Ferie zimowe okazały się jeszcze gorsze. Kiedy tylko mogłam, zostawałam w bursie dwa tygodnie. A teraz już po pierwszym weekendzie wakacji zapragnęłam powrotu do bursy. Odpowiada za to kilka rzeczy:
– po pierwsze, człowiek nie jest świadomy tego, jak bardzo przyzwyczaja się do współlokatorów. A kiedy już się przyzwyczai i wróci do własnego pokoju, odczuje dużą pustkę;
– po drugie, uczucie samodzielności uzależnia. I to na tyle, że chcemy wycisnąć z niej ile się tylko da. Ceną tego są niechętne powroty do domu, pod opiekuńcze skrzydła rodziców;
– jazdy wte i wewte są męczące. Tym bardziej, jeżeli mamy ze sobą mniejszy lub większy bagaż. Czyż nie lepiej zostać w bursie, wśród znajomych?


I to by było na tyle. Tylko kilka przykładów, ale jakże ważnych i ciekawych, prawda? Podejrzewam, że przynajmniej jeden z tych punktów znalazł lub znajdzie się na Waszych listach. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i aż tak bardzo się od siebie nie różnimy. Ale dla formalności zapytam:


Co Was najbardziej zaskoczyło w Waszych bursach/internatach bądź w mojej liście?

14 komentarzy:

  1. Mam podobne odczucia po kilku latach mieszkania w akademiku ;)
    Hardkorowo Normalna

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja koleżanka mieszka w bursie. Ja szczerze mówiąc nie umiałabym... Zawsze trzeba było ją odprowadzić do 22... Ale wszystko ma swe plusy i minusy. Zewszad mozna wiele wyniesc. Pozdrawiam, Ania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób z mojej klasy jest podobnego zdania (jako jedyna mieszkam w bursie). Choć bursa nie jest prawdziwym domem, uczy samodzielności i mimo wszystko to świetna przygoda ;)

      Usuń
  3. Fajnie że napisałaś o tym posta! Nie wiedziałam o tym że można aż tyle!
    Pozdrawiam, Weronika
    Mój blog :) klik <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niestety bursianego życia nie posmakuje, gdyż do liceum mam 20 minut busem, więc lepiej mi dojeżdżać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony zazdroszczę, też bym chciała mieć szkołę praktycznie pod nosem, ale w sumie życie w bursie jest na tyle ciekawe, że nie zamieniłabym tego na codzienne dojazdy - u mnie trwałyby one około półtorej godziny w jedną stronę i ponad dwie z powrotem :/

      Usuń
  5. Ja juz dwa lata mieszkam w internacie i serio dużo można tam zobaczyć, nauczyć się i zrozumieć

    magdawiglusz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy post! :)
    Ja akurat nie muszę mieszkać w internacie. Idę teraz do liceum, a moja babcia mieszka 10 min drogi od szkoły, którą wybrałam. Nie muszę dojeżdżać, wystarczy, że będę mieszkać u mojej kochanej babci! <3
    Mój blog - klik!

    OdpowiedzUsuń
  7. 6. Takich wspomnień nie skolekcjonujesz nigdzie indziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooj tak! To prawda, choć nie zawsze są to dobre wspomnienia, jest o czym opowiadać ;)

      Usuń
  8. Ja nigdy nie mieszkałam w bursie ani akademiku, czułabym się tam jak na wiecznych koloniach:) Może wytrzymałabym dwa tygodnie, ale nie wiem, czy więcej:) Nawet mieszkanie z obcymi ludźmi na stancji mnie męczyło:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem ci że trafiła ci się wspaniała bursa. U mnie w mieście miałem zaszczyt gościć w jednej (jako "wizytator"). niestety nie była jak twoja. zważając na to że nasze miasto pełne jest ludzi skrajnie zdesperowanych życiem są tam kraty w oknach a ludzie patrzą na siebie wilkiem :) mimo to niektórzy są fajni lecz sami narzekają na hałas (czasami hałas orgii), i własnie kradzieże; nie tylko jedzenia :) Bardzo ładny design :) zostawiam like na fb i na pewno zobaczymy się częściej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie jest to super wspaniała bursa - ma sporo wad i w moim pokoju są kraty w oknach (dla bezpieczeństwa), również hałas jest na porządku dziennym, ale o tym będzie innym razem ;)
      Dziękuję bardzo za komentarz i chęć zostania na dłużej ;)

      Usuń
  10. Mam przyjaciółkę, która mieszka w Bursie. Czasami sama chciałabym spróbować takiej przygody! :D

    http://istotaludzkaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń